Powiem Wam, że jeszcze na żadnym włosowym blogu nie spotkałam się z tym o czym Wam dzisiaj opowiem. Dlatego być może ten post okazać się dla niektórych ciekawy. Albo i nie ;p Ale jest on raczej przestrogą! Z góry proszę nie oceniajcie mnie, bo ja już sama dobrze wiem jaka głupia i bezmyślna byłam. A karę poniosłam na własnych włosach.
A zaczęło się tak...
Dawno dawno temu, a może i nie tak dawno bo w grudniu 2012 odkryłam internetowy babski świat. I tak się zaczęło. Przeglądałam blogi głównie dotyczące włosów i tak sama stałam się włosomaniaczką.
Moje jedno z pierwszych zdjęć włosowych
Włożyłam wiele pracy i pieniędzy w to by moje włosy po kilku miesiącach wyglądały tak.
Efekt był zadowalający. A byłoby jeszcze lepiej gdybym wtedy się zawzięła i nie zrobiła czegoś co kompletnie zrujnowało moje starania.
Włosy farbowałam raz naturalną farbą Sante, a potem henną Khadi orzechowy brąz. Podobał mi się ten efekt ale niestety szybko się zmył (po jakichś 2 tygodniach) i kolor wpadał troche w rudy co mi bardzo nie pasowało. Po jakimś czasie henna wydawałoby się całkiem wypłukała. Nie miałam ochoty znów ich hennować z powodu krótkiego efektu i tej właśnie rudości. Zaczęłam szukać w internecie informacji na temat rozjaśniania włosów po hennie. Znów zachcicało mi się być blondyną... Wszystkie informacje jakie znalazłam mówiły o tym, że nie wolno farbować włosów po hennie. Nie nie i jeszcze raz nie. A już tym bardziej rozjaśniać. Czytałam, że mogą wyjść zielone, niebieskie, że strasznie się zniszczą, że henna się nie wypłukuje. Ale co tam.. przecież ja wiedziałam lepiej. Byłam pewna, że mnie się jednak wypłukała i zaryzykuję. Chęć powrotu do koloru blond przeważyła i tak udałam się do fryzjera. Polecono mi balejaż. Nie chciałybyście widzieć miny fryzjerki kiedy zaglądając pod folię zobaczyła niebieskie pasma. Jaki ja przeżyłam wtedy stres. Cała czerwona siedziałam na fotelu i zastanawiałam się co się dzieje pod folią. Czy naprawdę jest aż tak źle. Czy włosy mi nie wyjdą z głowy i nie zostanę łysa. I jak ja pójdę na bierzmowanie kuzynki, które miało się odbyć tego samego dnia a ja miałąm być świadkiem. Było mi tak wstyd, że kiedy fryzjerka zapytała o hennę to się nawet nie przyznałam. Powiedziałam tylko, że używałam szamponetek i to one zostały obarczone winą za ten kosmos na głowie. Był 17 maj. Do dziś pamiętam tą datę. Wyszłam wtedy od fryzjerki z mokrą głową. Nie miałam już sił tam siedziać i jak najszybciej chciałam dostać się do domu. Pierwsze poszłam jednak do chłopaka. Okazało się, że nie jest tak źle. Niebieskich i zielonych pasm było sporo ale dzięki temu, że mam dość bujną czuprynę jakoś chowały się w tłumie. Większość tych kolorowych była gdzieś w głębszych warstwach i nie były tak widoczne. Szczerze mówiąc kiedy włosy całkiem wyschły to nawet mi się podobały. Większość z nich się rozjaśniła. Ale i tak nie polecam nikomu takich eksperymentów. Ja dostałam już nauczkę i teraz żałuje tego co zrobiłam. Gdyby nie to teraz pisałabym notkę o podsumowaniu roku pielęgnacji.Chwaliłabym się ładnymi kłaczkami. A tak co? Piszę żeby Was ostrzec. Chociaż w sumie nie wiem po co bo nikomu normalnemu taki pomysł nie wpadnie do głowy. A już tym bardziej włosomaniaczce.
Podsumowując : ten eksperyment wiele mnie kosztował ale też sporo nauczył. Tego by być ostrożniejszym i słuchać rad innych.
I teraz kilka zdjęc klauna.



